Pasta z białej fasoli

pastazbialejfasoliCzasem mam takie okresy, że żadne słowo, które pojawia się w mojej głowie lub rysunek, który tworzy się na ekranie, absolutnie jest nie do przyjęcia. Nie robię nic na siłę, zajmuję się wtedy długimi kąpielami w wannie i czytaniem książek. Tak też było i z tym przepisem. Przelałam na ekran chyba z milion wizji fasoli i kasowałam. Siliłam się na zabawne opisy i kasowałam. Aż w końcu jak nic nie działa, to najlepiej odpuścić. Zwłaszcza, że wczoraj pojawiła się wiosna, więc zimowe spinanie się jest karygodne. Właśnie tak. Jadę wydać ostatnie grosze na żółty, wiosenny płaszcz.

Składniki:

  • 1 puszka białej fasoli
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 4 łyżki oliwy
  • sól
  • zimna woda
  • świeże zioła, chili

Odcedzić fasolę z zalewy. Zblendować na gładką masę fasolę, czosnek, oliwę i kilka łyżek wody. Doprawić solą. Podawać na świeżym pieczywie ze świeżymi ziołami, chili i oliwą.

pastazbialejfasoli1

Pasta jajeczna z mascarpone

pastajajecznamascarponeKto kiedykolwiek spróbował domowych dodatków do chleba w postaci past, ten wie, jaka to przyjemność dla podniebienia. Moje ulubione typy: pasta jajeczna i z tuńczykiem. Obowiązkowo ze szczypiorkiem. Czasem jeszcze z pomidorem. Koniecznie na świeżutkim pieczywie.

Składniki:

  • 4 jajka
  • 2 łyżki mascarpone
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • sól, pieprz

Jajka ugotować na twardo. Ostudzić, obrać. Drobno posiekać. Przełożyć do miski. Dodać mascarpone, sok z cytryny. Doprawić solą oraz pieprzem.

pastajajecznamascarpone1

Viva Italia!

veronaklodki

Trzydniową wędrówkę po Italii rozpoczynamy opóźnionym lotem i grą w karty na podłodze lotniska pod Gate’m. Po przylocie mamy problemy z zabukowanym autem. W końcu docieramy do Werony. Jest coś koło północy, śpimy w hostelu oddalonym o kilka metrów od balkonu Julii, czyli w samym centrum. Jeszcze w nocy szukamy knajpki, gdzie możemy zaspokoić nasz głód pierwszymi włoskimi specjałami. Niestety, miasto niechętnie tętni życiem – na chwilę przysiadamy na kawałek pizzy i nieschłodzone czerwone wino. Potem szybki spacer po starym mieście, koło Areny i wąskimi uliczkami.

Rano przechadzamy się wzdłuż rzeki i jeszcze trochę po starym mieście. Zaczyna się niesamowity upał. Podczas, gdy my rozpływamy się, Włosi wspaniale prezentują się w dopasowanym pełnym „ogarniturowaniu”. Żegnamy piękną Weronę i zmierzamy w stronę Cinque Terre.

veronagumy

parmamalePo drodze zatrzymujemy się przed Parmą, gdzie kupujemy 36-miesięczny parmigiano reggiano. Jestem pewna, że u nas tak długo nie będzie leżakować. Przebiegamy szybko po Parmie, w poszukiwaniu gelatto. Lody są niesamowicie pyszne, zwłaszcza pistacjowe, i bardzo kojące w męczącym upale.

La Spezia to nasz kolejny cel. Docieramy tam popołudniem i poszukujemy miejsca, żeby coś zjeść. Mamy wrażenie, że Włosi nie jadąją wcale, bo ponownie mamy problem ze znalezieniem restauracji. W porcie zjadamy zatem bułki z szynką parmeńską i spijamy czerwone wino. Wieczorem znajdujemy lokalną i bardzo obleganą pizzerię.

Rano jemy śniadanie z produktów, które kupujemy na dużym targu w La Spezia i już marzymy o całym dniu spędzonym na plaży. Z braku czasu i dróg, udaje nam się dotrzeć jedynie do ostatniego miasteczka Pięciu Ziem – Monterosso. Wylegujemy się w parzącym słońcu i kąpiemy w lazurowym morzu. Jest bosko.

monterosso

Popołudniu zmierzamy już do Genui. To przedostatni punkt naszej podróży. Szybko lokujemy się w pokojach i zaczynamy przygodę z tym miastem.

genovamiasto

Ponownie szukamy miejsca, aby zjeść. Przypadkiem trafiamy na maleńki i gwarny plac w samym sercu starego miasta. Zjadamy najlepsze, świeże makarony domowej roboty, pijemy wino, gramy w karty, gra muzyka. Przechadzamy się i gubimy w baaardzo wąskich uliczkach starego miasta, które o późnej porze trochę nas straszą.

genovamakaron

genovamiasto1

Rano postanawiamy, że omijamy zwiedzanie Mediolanu i szukamy plaży. Niestety, wejście na plaże kosztuje niemało, a portowa woda nie zachęca do kąpieli. Schładzamy się granitą i wspaniałymi lodami i ruszamy do Bergamo.

Na lotnisku odwołują nasz lot. Trwa to dobre pięć godzin, zanim ostatecznie znajdziemy się w hotelu, który zapewnia nam Wizzair. W południe dnia kolejnego wracamy do Polski z postanowieniem powrotu do Włoch raz jeszcze. Aby odebrać pozostawioną w Weronie marynarkę Artura, aby spróbować porządnej pizzy, i aby kolejnym razem wycieczka była bardziej w duchu włoskim, czyli „czekamy, nigdzie się nie spieszymy”.

genovaplaza